Od dzisiaj blog dostępny jest pod adresem:
http://mjanuszewski.pl/blog/
Od początku wakacji minęło już trochę czasu (nie wspominając już o dacie ostatniego wpisu!), więc stwierdziłem, że trzeba to co nieco ogarnąć. Zawsze trudno mi się jakoś zebrać do uporządkowania swoich myśli, bo albo pochłonięty jestem przez różnego rodzaju codzienne zajęcia, albo po prostu brakuje mi sił i chęci, aby cokolwiek napisać. Postaram się jednak w większym skrócie ująć to wszystko.
4 lipca miałem przyjemność uczestniczyć w Javarsovii - konferencji organizowanej przez Warszawskiego JUG'a dla programistów i entuzjastów technologii Java. Była to moja pierwsza tak poważna impreza, więc może dlatego było tyle zamieszania. Wyruszyliśmy wcześnie o 6:00, gdyż konferencja rozpoczynała się o godzinie 9:00, a do Warszawy jednak jest kawałek drogi i wypadałoby jeszcze w miarę sprytnie znaleźć, gdzie jest ten budynek. W nocy spałem ~1.5h. Nie mogłem długo zasnąć, bo oczywiście kilkanaście metrów dalej jakieś wesele bębniło (czy cholera wie co). Z Białegostoku nie było zbyt dużej delegacji - jechałem z Marcinem i Tomkiem, a dopiero na miejscu spotkaliśmy resztę ekipy. Dotarcie na miejsce przebiegło nam w miarę sprytnie, chwila na rejestrację i rozpoczęcie konferencji. Całość podzielona była na 4 ścieżki (warsztaty + 3 różne opcje). Plan konferencji wyglądał następująco, z czego ja osobiście wybrałem się na "Testy wspaniałe", "Ciągłą integrację", "Konfigurację loadbalancera", "Androida", "Kryptografię" oraz Google Web Toolkit. Z Javą EE miałem do tej pory raczej mało do czynienia, za to reszta była całkiem przystępna. Niewyspanie robiło jednak swoje i na mniej ciekawszych momentach po prostu przysypiałem ;). Świetny obiad i dodatkowe posiłki + pamiątki typu: koszulka, smycz, notatnik sprawiły wrażenie, że całość była starannie przygotowana i co ważne - za nic nie trzeba było płacić! Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to oczywiście za rok znów tam się stawię.
Komputery, komputerami, ale przecież są wakacje i wypadałoby chociaż na kilka dni się od tego wszystkiego oderwać i spędzić czas z dala od domu. Wspólnie z przyjaciółmi spędziliśmy prawie cały tydzień w Olchówce (przy granicy z Białorusią). Wyjazd przygotowywany był już dużo wcześniej i bardzo cieszę się, że zadbano o najmniejsze szczegóły. Niemalże rodzinna atmosfera sprawiła, że naprawdę spędziłem ten czas tak, jak chciałem i nie zapomnę go na długo (w razie czego są i zdjęcia ;)). Dziękuję!
Wprawdzie wakacje są, żeby odpoczywać od pracy, to jednak mam już kilka planów, o których postaram się napisać już niedługo. Jeśli wypali, to już wkrótce zobaczycie coś ciekawego ;).
... i po świętach. Cały wolny czas minął, zresztą jak zwykle, za szybko. Fakt, na Podlasiu cieszymy się wolnością dłużej ze względu na święta prawosławne, jednak niecałe dwa tygodnie to wciąż mało. Szczerze powiedziawszy, to nic konkretnego nie zrobiłem przez ten czas. Projekty leżą nie ruszone, parę wejściówek zapowiedzianych, a do końca semestru co raz bliżej. Pogoda ładna, nie chce się w domu siedzieć, więc zastanawiam się jak mam się zmusić do roboty.
Parę dni temu udało mi się wreszcie kupić porządną kartę dźwiękową do laptopa. Wybór padł na E-mu 0202. Nie będę już się rozpisywał nad poprawą jakości dźwięku, ale uwierzcie, że kolosalna różnica - po prostu gra z jajem. Teraz dopiero poczułem jak słabo grają Technicsy RP-FT30 ;)
Dla wielbicieli muzyki filmowej polecam zapoznanie się ze ścieżką dźwiękową z "Ostatniego Samuraja" (The Last Samurai) Hansa Zimmera.
Zdążyłem już dobrze ochłonąć (kaca też nie ma ;)), więc mogę zabrać się do podsumowania ostatnich kilku tygodni. Przebiegły one głównie pod znakiem sesji, którą ostatecznie udało mi się zaliczyć. W prawdzie miałem trzy poprawki, ale szczęśliwie udało mi się wszystko zaliczyć. Potwierdza się przekonanie, że oprócz wiedzy trzeba posiadać niezłą ilość szczęścia. W szczegóły nie będę wnikał, bo za dużo byłoby pisania. W każdym bądź razie zaczynamy kolejny semestr z czystym kontem ;)
Jednym z planów na zakończenie sesji była wymiana nagłośnienia do mojego komputera. Nie chciałem zwlekać z tym do końca sesji i swoje postanowienie zrealizowałem nieco wcześniej. Kupiłem aktywne kolumny Vigoole C2048. Cholera mnie brała od słuchania cały czas na słuchawkach. Po pierwsze: strasznie to nie wygodne ciągać się z kablami, a po drugie: po dłuższym słuchaniu po prostu uszy bolą! Pozostało mi jedynie wymienić kartę muzyczną na coś lepszego, a skoro takie coś chodzi mi po głowie, to na pewno w najbliższym czasie zostanie zrealizowane ;)
Dzisiaj pierwszy raz miałem okazję przekonać się na własnej skórze jak wygląda otwarcie Media Markt w dniu "Wielkiej wyprzedaży". Tłumy ludzi przed wejściem, godzina 7:00, drzwi rozsuwają się i stado żądnych krwi osobników wbiega do środka. Prawdę mówiąc myślałem, że właśnie moje plany legły w gruzach, ale całe szczęście prawie całość skupiła swoją uwagę na laptopach, cyfrówkach i innych tego typu gadżetach. Mogłem więc na spokojnie wziąć pudło z monitorem i spokojnie udać się do kasy.
Już od jakiegoś czasu planowałem zakup jakiegoś LCD, ale czekałem na jakąś okazję, żeby nie ładować niepotrzebnie całych swoich oszczędności w kawałek świecącego plastiku. Nie jest to egzemplarz klasy PRO, ale dla mnie w zupełności wystarczy.
Sesja się zbliża...
W końcu po tak długiej przerwie spowodowanej moim lenistwem/zapracowaniem (wybierz wedle gustu ;)) stwierdziłem, że chyba zacznę znowu pisać. Za dużo ostatnio się wokół mnie dzieje, żeby to tak puścić bokiem, więc chyba jednak warto "zserializować" te ważniejsze momenty, żeby później móc sobie usiąść wieczorkiem i przy piwku powspominać stare dobre dzieje ;). Zaczynam od zera, nie pytać dlaczego...
Aktualnie walczę z pogłębiającym się stresem przedsesyjnym. Kolokwia, zaliczenia, projekty, to wszystko sprawia, że co raz bardziej zaczynam wątpić w swoje możliwości i myślę czy oby na pewno jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Myślę, że to raczej normalne u większości studentów, ale jednak nie daje mi to spokoju.
Od kilku miesięcy korzystam już tylko i wyłącznie z linuxa (najpierw Debian, obecnie Arch) i jest mi z tym całkiem dobrze. Wiadomo, przyzwyczajenia z Windowsa robią swoje, ale staram się to zwalczać. Jest tyle świetnych odpowiedników aplikacji z platformy MS, że do wszystkich zastosowań znalazłem już odpowiedniki. Czasem konieczne jest użycie Wine'a, bo część softu jest naprawdę nie do przebicia, no i nie ma innego wyjścia ;)
Wraz z rozpoczęciem trzeciego semestru zacząłem dość intensywnie uczyć się Javy. Porzuciłem dotychczasowe plany z .NET'em i stwierdziłem, że Java jest jednak lepsza dla mnie. Ciekawsze projekty postaram się prezentować w ramach tego bloga. Zresztą, zobaczymy jeszcze co to będzie... :)